Kategoria: Rozrywka

Grinch czy Elf?

Dzisiaj spotkałam przemiłą kasjerkę w TK MAXX. Pod koniec bardzo zapracowanej zmiany, na kilka dni przed Wigilią, gdy w tle leciały świąteczne piosenki (zakładam, że słyszała tę samą składankę wiele razy pod rząd), potrafiła z uśmiechem skomplementować mój świąteczny sweter i przyznać, że sama szukała jakiegoś ładnego, ale nie miała czasu kupić odpowiedniego. Pomyślałam wtedy, że nastawienie do świąt zależy tylko od nas.

Read More
Dlaczego nigdy nie kupię like’ów na instagramie?

Praca nad blogiem to dużo roboty. Trzeba być dobrze zorganizowanym i zdeterminowanym oraz poświęcić na to zajęcie bardzo, bardzo dużo czasu, żeby wyszło tak, jak chciałaś.

To, co wchodzi w skład pracy nad blogiem, to temat na zupełnie odrębny cykl postów. Chciałabym się skupić na jednym aspekcie – promocji bloga, a dokładniej nad jedną odnogą promocji, którą jest Instagram.

Dbam o estetykę moich postów, zarówno na blogu, jak i na Instagramie. Profil na Insta prowadzę już długo, ale zajęłam się nim intensywnie dopiero ok. 2 lat temu. W momencie, gdy bardziej zaczęłam się w niego angażować i umieszczać zdjęcia lepszej jakości, bardziej przemyślane, liczba obserwatorów wzrosła błyskawicznie.

Ale w pewnym momencie przestało być tak pięknie. Żeby pozyskać nowych ludzi, trzeba dbać o spójność umieszczanych zdjęć, wrzucać co najmniej jednego posta dziennie i podporządkować się algorytmowi Instagrama. Ach, algorytmy. Każdy, kto podchodzi do Facebooka i Instagrama od strony biznesowej, nienawidzi algorytmu. Zresztą – pozostali użytkownicy również. Każdy z nas chce po prostu widzieć posty w kolejności chronologicznej, tak jak było dawniej. Po zmianie algorytmu widzimy posty sprzed kilku dni, a czasem nawet tygodni. I w takim przypadku, jeśli śledzimy np. jakiegoś bloga, to nie dowiemy się o nowym poście od razu, a wręcz możemy się o nim w ogóle nie dowiedzieć. Dlatego coraz więcej osób promuje nowe zdjęcie na Insta stories. Instagram mnie męczy pod tym względem i pod kilkoma innymi. Ciągłe myślenie nad tym, jak przechytrzyć algorytm, staje się powoli nudne. Można zginąć w ilości umieszczanych zdjęć, można się też w nich zakpoać po uszy.

Sęk w tym, że promocja bloga to kawał roboty, który wymaga dużego nakładu czasu. I część z osób, prowadzących swoje profile, ucieka się do kupowania lajków lub obserwatorów. Ja zazwyczaj rozpoznaję ich po trzech elementach:

  1. Mają 5 zdjęć, prowadzą profil od tygodnia, a od razu mają jakieś trzy tysiące obserwatorów.
  2. Wśród ich obserwatorów uraczymy głównie nazwiska ze wschodu dalekiego i bliskiego, które obserwują wiele osób, ale same nie umieszczają prawie żadnych postów.
  3. Zazwyczaj zdjęcia tych osób są po prostu… mało atrakcyjne.

I chyba ten ostatni punkt kłuje mnie najbardziej. Być może zabrzmi to ostro, ale nie toleruję osób, które bez żadnego nakładu pracy chcą kupić swoją popularność tylko po to, by zaistnieć na 5 min w świecie internetu. Zarabianie na Instagramie nie powinno być głównym źródłem dorobku, ponieważ w ciągu kilku dni może on zniknąć z naszego życia i pozostaniemy wtedy z niczym. Jakie są Twoje umiejętności? Co możesz dać swoim obserwatorom? Czy kupowanie obserwatorów jest naprawdę tego warte? Nigdy nie kupię lajków na Instagramie (i żadnej innej platformie), ponieważ za dużo pracy wkładam w to, co robię. I wierzę, że mi się to opłaci naturalnie, jak to mówią w branży “organicznie”, ewentualnie z wkładem finansowym w reklamę, a nie bezpośrednie kupowanie puli polubień. Jestem osobą, która wychowała się na modelu ciężkiej pracy, która daje efekty. Nie dążę do tego, żeby Instagram był moją pracą, wprost przeciwnie. To medium może być swego rodzaju portfolio, ale nie głównym źródłem dochodu. Naturalny przyrost obserwatorów pomaga w nawiązaniu z nimi więzi, a to dla mnie najważniejsze przy prowadzeniu tego bloga. Aby czytelnicy chcieli na niego wrócić.

A jakie Ty masz odczucia co do Instagrama? Tęsknisz za czasami, kiedy można było przewijać posty chronologicznie?

Read More
Bądź mądrzejsza niż reklamy

Jakiś czas temu śmignął mi gdzieś przed oczami na FB post Manueli Gretkowskiej o tym, jak jej ginekolog zakazała jej używać płynu do higieny intymnej. Powodem była jego szkodliwość, wbrew temu, co mówią reklamy (cały post TUTAJ). Spodobało mi się szczególnie jedno zdanie z tej wypowiedzi: my, kobiety, jesteśmy zacipkowane reklamami. Dajemy sobie dużo wmówić.

Skonfrontowałam z moim lekarzem tę jakże „kontrowersyjną” wypowiedź. I chociaż on sam nie potwierdził zdania lekarki Gretkowskiej, to zgodził się z nią w jednym: reklamy są głupie i nas ogłupiają, a wiele reklam leków, preparatów i płynów do higieny intymnej jest czystym naciąganiem.

Od zawsze lubiłam reklamy. Ciekawił mnie ich język, forma, analizowałam każdy ich szczegół. Dla mnie wystarczy, że reklama zawiera jeden malutki element, który przyciągnie moją uwagę (jak np. grę słów) i już jestem sprzedana. Nie mam TV, więc reklamy telewizyjne nie mają na mnie zbyt dużego wpływu, tym bardziej, że jestem świadomym konsumentem. Słucham jednak radia, a tam pojawiają się jedne z najgorszego rodzaju reklam – leki i suplementy.

Nienawidzę, gdy reklamy ogłupiają. Żerują na niewiedzy niedoświadczonych ludzi, nieumiejących rozszyfrować ich manipulacji. Boli mnie, gdy słyszę, że efekt uboczny jakiejś tabletki ma być sposobem na schudnięcie, albo że jedyną przyczyną tycia jest (oczywiście tylko u kobiety) nadmiar wody w organizmie. Albo reklamy tamponów, w których młoda dziewczyna przejmuje się tym, czy jej chłopak przypadkiem nie zauważy, że ma okres. Po takich komunikatach cierpią dzieci, cierpią młode dziewczyny, cierpią też dojrzałe kobiety. I nawet nie są tego świadome.

Reklamy wcale nie muszą podtrzymywać stereotypów, być ukierunkowane na wytykanie konsumentom ich wad i dołowanie ich. Nie, nie, nie. Wbrew pozorom reklama może edukować, rozwijać, rozśmieszać i pokazywać świat taki, jakim jest.

Apeluję więc: bądź mądrzejsza niż reklamy! Przefiltruj przez swój mózg wszystko, co słyszysz z głośników, ekranów i papieru. Spójrz na to z innej perspektywy, nie łap wszystkich informacji jak popadnie.

Nie daj sobie wmówić, że Twoje ciało jest złe, bo w reklamach widzisz tylko chude modelki w rozmiarze XS. Każdy człowiek jest inny, a reklamy promują tylko jeden jego typ.

Nie daj sobie wmówić, że skutek uboczny jakiejś tabletki jest dla Ciebie dobry (uboczny, bo znikają boczki – ???). Prawdopodobnie jest bardzo zły dla Twojego zdrowia i wątroby, skoro działa w ten sposób.

Nie daj sobie wmówić, że nie jesteś piękna, bo przekroczyłaś 30-tkę i masz kilka zmarszczek. One są tym, co Cię tworzy!

Nie daj sobie wmówić, że rozstępy po urodzeniu dziecka powinnaś ukrywać. To one są potwierdzeniem tego, ile już przeszłaś w życiu i, że stworzyłaś nowego człowieka!

Spotkałaś się z jakimiś reklamami, które swoim przesłaniem doprowadzają Cię do szału?

Read More
W obronie blogosfery

Dlaczego ten post opatrzony jest moimi zdjęciami w męskiej koszuli? Bo taką miałam ochotę. Bo wróciłam do domu i byłam sfrustrowana jałowymi rozmowami, zagubiona w lawinie obowiązków i przytłoczona życiem. I zawsze, gdy mam gorszy dzień, staram się robić coś kreatywnego, to pozwala mi zapomnieć o stresie i jest bardzo terapeutyczne. Blog pozwala mi odnaleźć równowagę. Wtedy zrobiłam te zdjęcia.

dodatek-9

Blogosfera jest od jakiegoś czasu gorącym tematem. Nie można obok niej przejść obojętnie. Ostatnio zaczęłam dużo rozmawiać ze znajomymi na jej temat. I będąc kimś, kto tworzy treści w internecie, zawsze będę jej broniła. Denerwuje mnie brak szacunku do osób, które zarabiają na blogu. Czy tego chcesz, czy nie, blogowanie stało się jednym z zawodów, a internet branżą, która daje większe możliwości, niż jakakolwiek inna. Ludzie, którzy tworzą dobry content, siedzą długo nad każdym postem, zdjęciami, filmami – pracują bardzo ciężko. Jeśli zatrudniają ludzi do pomocy, muszą tym ludziom płacić i zarządzać nimi, tworzą mikroprzedsiębiorstwa. Są nowymi przedsiębiorcami na rynku, tworzą miejsca pracy.

dodatek-8

Jeśli ktoś uważa, że bycie blogerem to bułka z masłem, zakładam, że nigdy tego nie próbował. Szczególnie, gdy mowa jest o konieczności godzenia pracy, obowiązków prywatnych i promocji w sieci. Nie dążę do wielkiej popularności. Mój blog jest dla mnie jak sesja terapeutyczna i pozwala mi na wzięcie się w garść. Ale to jest wielki nakład pracy, jeśli na co dzień jest się na etacie. Oczywiście wszystko rozbija się o jakość tworzonych treści, bo jeśli ktoś się nie przykłada i chce po prostu w sieci zaistnieć, wrzuca zdjęcia zrobione komórką, teksty koślawe, a tematy nieprzemyślane, to małe są szanse na to, że będzie czytany. Czytelnik nie jest głupi, czytelnik jest wymagający. I zawsze rozpozna pozera.

 

Ale nawet jeśli taka osoba zdobyłaby popularność w sieci – to nic nie zmienia. Skoro zdobyła popularność, to komuś musiała się spodobać. A po to tworzy swoje posty, by czytali je ludzie. Nie tworzy dla każdego. Każdy ma inny gust, inne zainteresowania. Nie podoba ci się – nie czytaj. To naprawdę tak proste. Bo czym różni się wchodzenie na fora internetowe w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące pytania od wejścia na bloga, zajmującego się tą samą tematyką? Jeśli mam problem ze swoim dzieckiem, to nie widzę różnicy między matkami wypowiadającymi się na forach, a matką prowadzącą bloga. Oprócz tego, że jej opinia opatrzona jest ładnym zdjęciem i sklecona w poprawne zdanie.

dodatek-6

Nie oceniaj. Dopóki ktoś cię o tę ocenę nie poprosi, nie oceniaj. To, że skrytykujesz czyjąś pracę, nie będzie świadczyło źle o autorze, tylko o tobie. Ty przedstawiasz to jako swoje zdanie, dla kogoś z zewnątrz brzmi to, jakby przemawiała przez ciebie zazdrość. Wyobraź sobie, że autor jakiegoś bloga naprawdę napracował się, aby stworzyć dany post. Wyszukał niszę, wymyślił temat, zrobił research, przygotował tekst, zdjęcia, poprawiał tekst, bił się z myślami, czy na pewno wrzucić go do netu, a co jeśli się nie spodoba, tylu hejterów na świecie. I nawet jeśli ze 100 osób tylko jednej się ten post nie spodoba, autor zapamięta tylko ten jeden jedyny negatywny komentarz. Ponieważ napracował się nad tym i ktoś ma do tego zastrzeżenia. Tylko, dlatego że to nie jest styl, tematyka, która mu odpowiada, bo ma inny gust. Jeśli ktoś chce stworzyć swojego bloga, to świetnie! Im więcej nas, tym lepiej. Im lepiej nad nimi pracujemy, tym poważniej społeczeństwo podchodzić będzie do branży blogowej.

dodatek-7

Nie mówię, że to mi się przydarzyło. Mój blog nie jest na tyle poczytny, abym miała jakichkolwiek hejterów. Przede wszystkim, dlatego że nie mam kiedy go promować. Ale wśród moich znajomych, którzy nie robią nic kreatywnego, krąży właśnie takie przedświadczenie. Że blog to zabawa, że blogowanie to nic poważnego, że blogerzy nie pracują. Pracują i to czasami dużo więcej niż przeciętny zjadacz chleba. To rzadko kiedy jest 8 godzin dziennie. A że zarabiają więcej niż ty? Ups, takie czasy.

Zawiść jeszcze nigdy nikomu nie wyszła na dobre.  

Read More