Lustro kłamie podczas PMS

_MG_7254

Ponury dzień. Biorę prysznic, piję wodę z cytryną. Staję przed lustrem. Przeklinam samą siebie. Mój wzrok nieuchronnie kieruje się w stronę brzucha, który z dnia na dzień potrafi wydać mi się większy niż kiedykolwiek.

Od jakiegoś zauważyłam zmiany w swoim zachowaniu względem własnego wyglądu. Jestem dla siebie bardziej krytyczna, lustro jest moim największym wrogiem i przeklinam własne decyzje żywieniowe. Mam wrażenie, że wysiłek, który wkładam w regularne treningi nie daje efektów, a wręcz cofam się do czasów, gdy nie ćwiczyłam w ogóle. Ostre słowa i zgubne myśli krążą jednak po mojej głowie tylko raz na jakiś czas. Pojawiają się i znikają. Potem znowu wracają. Gdy ich nie ma, czuję się świetnie i zachwycam się sobą.

Zazwyczaj staram się być dla siebie łagodna i w moim małym rozumku tłumaczyć sobie, że robię dla siebie bardzo dużo i wcale nie potrzebuję porównywać się z innymi kobietami, a nawet z samą sobą sprzed tygodnia. Ale moje negatywne myślenie zaczęło się robić zbyt regularne. Raz na miesiąc pukało do moich drzwi, narzekało przez kilka dni, po czym odwracało się na pięcie i z fochem zostawiało mnie na kolejne tygodnie.

Aż wreszcie zapaliła mi się nad głową żaróweczka, jak gdybym była Diodakiem:

PMS! No raczej!

Chociaż wiele mówi się o bardzo przyziemnych i dziwnym trafem chyba mało wstydliwych problemach przed okresem (np. wahania nastrojów i nieokiełznana miłość do czekolady, które na stałe wczepiły się w tkankę popkultury jako przezabawny stereotyp), trochę za mało mówi się o znacznie poważniejszych symptomach. Takich jak obniżenie nastroju, stały niepokój, płaczliwość, a nawet stany depresyjne. Takich jak niska samoocena i brak pewności siebie.

Wiedz, że coś się dzieje

Zanim w ogóle zacznę mieć wahania nastroju i zwiększony apetyt, wiem, że coś jest nie tak. Wystarczy, że stanę przed lustrem. Patrzę na siebie i czuję się brzydko, jakbym nawet na siebie nie patrzyła, jakbym była gdzieś z boku i oglądała film. Jednocześnie wiedząc, że w rzeczywistości nie jestem taka, jaką się widzę. To dosyć wkurzające, zważywszy, że przez resztę miesiąca czuję się ze sobą świetnie.

Faktem jest, że wpływ na mój wizerunek może mieć też opuchlizna, spowodowana zatrzymaniem wody w organizmie. Nagle robię wielkie oczy: ale jak to ledwo dopinam spodnie? Na pewno zjadłam za dużo soli! może też powinnam przestać jeść gluten? Nigdy więcej pizzy i wina! Ok, od teraz robię 14 treningów tygodniowo. A trzy dni później – aha, dostałam okres. Odwołać alarm! Wszystko w porządku.

Niestety wszystko sprowadza się do hormonów – spadek progresteronu i estrogenu przed miesiączką ma na niektóre osoby większy wpływ niż na inne. Mają też wpływ na opuchliznę. Kobiety, które biorą tabletki antykoncepcyjne, mogą nie być narażone na te czynniki, jednak w tygodniu odstawienia dla niektórych symptomy mogą być nawet silniejsze niż zwykle. Tak czy inaczej wahania hormonów mogą wprowadzać w stany depresyjne, obniżać nastrój i zmienić postrzeganie własnego ciała, czyli powodować dysmorfofobię. To zaburzenie, która w ekstremalnych stanach przybiera postać anorektyczki, uważającej, że jest gruba.

Tylko co się dzieje?

Sęk w tym, że nie jestem do końca pewna, czy winą obarczać hormony, czy może jeszcze co innego. Być może to wina społecznego przyzwolenia na publiczne komentowanie czyjegoś wyglądu? porównywania się z innymi? działań Instagramowych modelek “jedzących” burgery? blogerek, które wyglądają, jakby nigdy nie miały PMS, ponieważ pokazują tylko najlepszą część swojego dnia? marketingowego bełkotu, który w wielu reklamach każe nam wstydzić się własnego ciała i doszukiwać się w nim kompleksów?

Być może to mieszanka wszystkich tych składowych i czasów, w których żyjemy. Dlatego stawiam sobie za cel nie porównywać się z innymi ludźmi i jak najszybciej rozpoznać sytuację, w której pojawiają się negatywne myśli. Dzięki temu mogę być łagodniejszą wobec samej siebie, zrozumieć, że moja samoocena w dużej mierze zależy od mojego nastroju. Walka z negatywnymi myślami sprawia, że jestem silniejsza. A wszechogarniająca mnie siła jest jednym z najlepszych uczuć, które znam.

Dlatego częściej powinniśmy mówić również i o tych symptomach, związanych ze stanem psychicznym przed okresem. Nie wierzę, że jestem jedyną osobą, która raz w miesiącu stwierdza: “Ej, chyba nie jestem jednak taka fajna, jak myślałam”. A może tego typu myśli są dla nas tak nieodłącznie związane z PMS-em i tak powszechne, że nawet ich nie zauważamy i nie rozpoznajemy jako symptomu? To nie znaczy, że trzeba się na nie godzić i mieć kilka dni w miesiącu wyjętych z życia, bo mamy doła. Dobrze, jeśli uda nam się zauważyć to w odpowiednim momencie, żeby nie wpaść w depresyjny stan i uświadomić sobie, że to nie jest realna wizja tego, jak naprawdę wyglądamy i nie musi mieć wpływu na to, jak się czujemy. Super jest jeść mniej soli, ubrać sukienkę zamiast jeansów, ale jeszcze lepiej jest trochę poczytać o możliwych przyczynach takiego nastroju. I w razie czego wejść na Instagrama osób gloryfikujących pozytywny body image.

Komentarze: brak

Dołącz się: zostaw komentarz