Czego uczy 10 lat związku

AE6A8329

10 LAT. Dekada. Już tyle czasu minęło od momentu, w którym nasze ręce splotły się w zacisznej, nieistniejącej już kawiarence Art Deco w Sopocie, gdzie byliśmy na naszej pierwszej randce. Do dzisiaj pamiętam nasycone barwy ścian i babcinych serwet, którymi obłożone były stoliki i ciemnoturkusową wnękę z poduchami, w której się zaszyliśmy. W powietrzu unosił się zapach kawy z kawiarki, bo tylko taka była podawana w tej najbardziej klimatycznej sopockiej kawiarence. To właśnie wtedy oboje zorientowaliśmy się, że to nasz ulubiony rodzaj zaparzania kawy. I to dekadę temu uświadomiliśmy sobie, że nie potrzeba nam nic więcej niż kawa właśnie i wspólne towarzystwo.

Ta dekada mnie wiele nauczyła, bo nigdy nie spodziewałam się, że tak nagle poznam kogoś, z kim będę chciała być przez co najmniej 10 lat. Po takim okresie dowiedziałam się wiele o sobie i o byciu w związku, jak na przykład tego:

  • że nie musimy się we wszystkim zgadzać i wcale mi to nie przeszkadza. Sprzeczki są mobilizujące, pomagają docenić to, co się ma, pozwalają dojrzeć wbrew temu, co podpowiada mózg – że przecież fajnie jest być dzieciakiem, któremu wszystko się należy. Chociaż trudno mi przechodzi to przez usta – nie zawsze mam rację.
  • że czasem tęsknię za byciem samą. Brutalna prawda, którą rozumiem trojako – z jednej strony dobrze jest za nim zatęsknić, spytać, co porabia, nie móc się doczekać, aż wróci. Czasem nawet, po długiej rozłące, pojawiają mi się motyle w brzuchu i serce zabije mocniej na jego widok. Jakbym znów miała dziesięć lat mniej. Z drugiej strony lubię po prostu pobyć sama, zająć się własnymi sprawami, bez oglądania się na kogokolwiek, być egoistką skupioną na własnych zachciankach. Z trzeciej (?) strony czasem zastanawiam się, gdzie bym teraz się znajdowała, gdyby nie ten związek. Czy on mnie stabilizuje w dobry czy zły sposób? Czy robiłabym co innego w życiu? Z pewnością. To on zaraził mnie miłością do fotografii. I chociaż bym nie chciała zmienić tego, co mam, brakuje mi momentu, gdy po studiach miałabym mieszkać sama, pożyć jak prawdziwa dwudziestokilkulatka (bo i po co ma się te dwadzieścia kilka lat, jak nie po to, by szaleć?), wziąć psa ze schroniska, być w końcu nieodpowiedzialną i wydawać pieniądze na widzimisię.
  • że wady i przywary nie są “deal-breakerem”. Oboje jesteśmy nad wyraz cierpliwymi ludźmi, potrafimy przymknąć oko na wiele niedoskonałości. Jesteśmy stworzeni do tego, by przymykać na te złe strony oko, żeby poza nimi ukazały nam się tylko te świetliste i urzekające cechy.
  • że kłótnia to nie ja przeciwko niemu, ale my przeciwko problemowi. Ten prosty przekaz, który niedawno przeczytałam, muszą uświadomić sobie obie strony. I jeśli sobie już to uświadomią, żadna kłótnia nie będzie problemem.
  • że Will Smith jest zaskakująco głęboki i inspirujący. Jakiś czas temu umieścił w relacji na Instagramie swoje przemyślenia na temat związku i miłości, z którymi zgodziłam się w stu procentach. “Nie możesz uszczęśliwić drugiej osoby” – to hasło często rozbrzmiewa mi w głowie. Dopóki sam nie stworzysz sobie przestrzeni, żeby być szczęśliwym, nie licz na to, że ktoś zrobi to za ciebie. Nikt nie ma za zadanie Cię uszczęśliwić, to jest Twoja robota, to leży w Twojej gestii, nie możesz nikogo obciążać takim brzemieniem. Dopiero jak stwierdzisz, że jesteś szczęśliwy w miejscu, w którym jesteś w życiu, możesz działać dalej.
  • że czasami po prostu trzeba się poświęcić i ustąpić. Chyba nie trzeba więcej rozwijać.
  • że warto poznać język miłości drugiej osoby, żeby zaspokoić jej potrzeby. Każdy potrzebuje innej formy wyrażania miłości, bo nie ma na to uniwersalnego klucza. Dla mnie jest to forma słowna połączona z codziennymi uczynkami (jak np. sprzątanie). Dla niego jest to dotyk. Dla innych ludzi mogą to być prezenty i wspólnie spędzony czas. Warto jest więc znać nie tylko swój język miłości, ale również tej drugiej osoby, żeby móc odpowiedzieć na jej potrzeby w adekwatny sposób. To, co dla nas jest ważne, nie musi być ważne dla naszego partnera. Test na to, jakim mówisz językiem miłości, możesz zrobić tu: https://www.5lovelanguages.com.
  • że im dłużej jesteśmy razem, tym jest nam lepiej. Dzięki temu, że razem dojrzewamy (mimo że osobno), więcej rozumiemy i jesteśmy wobec siebie bardziej wyrozumiali. Dobrze jest powspominać dawne czasy oraz moment, w którym się poznaliśmy, ale żadne z nas nie chciałoby wrócić do tamtych lat trzpiotowatości. Naprawdę im dłużej, tym lepiej – przesądy nic nie znaczą. Stwierdzenie, że po roku, trzech i siedmiu latach następują kryzysy w związku jest bujdą, w którą nie można wierzyć.
  • że nic nie pomaga tak, jak szczera rozmowa. I kropka.
  • że dziesięć lat nic nie znaczy. Okrągła rocznica nie ma nic wspólnego z tym, że musimy wziąć ślub, mieć dziecko, wspólnie spłacać kredyt, podejmować każdą decyzję, mając w głowie plan na najbliższe lata. Wszystkie te elementy związane są wyłącznie z naszą gotowością do podjęcia pewnych działań i zobowiązań. Żyjemy nasze życie dla siebie, nie dla innych. I chociaż jesteśmy razem już DZIESIĘĆ lat, wciąż wiele musimy się nauczyć.

Komentarze: brak

Dołącz się: zostaw komentarz