Wsi spokojna, wsi wesoła (+ video!)

AE6A9009

Marek uświadomił mnie ostatnio, że nie potrafię się relaksować. Gdy przychodzi czas weekendu, mam listę rzeczy do zrobienia, które tylko odhaczam. I najwyraźniej myślę, że w ten sposób się zrelaksuję. Że każdą wolną chwilę zaplanuję i dzięki temu zrobię wszystko, co chciałam zrobić w tygodniu, a nie zdążyłam. Czasami dochodzi do tego, że muszę wpisywać na listę zadań “drzemka”. Dobrze, że jeszcze nie wpisałam “relaks”. Ok, minęło 15 min relaksu, wracamy do stajni Augiasza. Wiem, że to kompletnie błędne myślenie, które spowodowane jest zbyt dużymi ambicjami i chęcią rozwoju, połączonymi z marnowaniem czasu na Youtube i Netflix.

Dlatego tak bardzo cieszyłam się, aż wyjadę na czerwcówkę na wieś do Zagrody Śledziowej, znajdującej się w Starkowie, pomiędzy Ustką a Słupskiem. Powiedzieć sielanka, to mało. Budynki Zagrody są przepiękne i mają 186 lat! A same domy mają „tylko” 116. Niesamowite jest mieszkać w tak starej posiadłości, nawet jeśli jest to tylko przez weekend. Historię tego miejsca czuć w powietrzu, a jak mówią sami właściciele, ich celem była „odnowa Zagrody i stworzenie żywej pamiątki dokumentującej życie rodzin mieszkających przed nami, osady w Starkowie, a także okolic Ustki i dokumentacja uzależnienia mieszkańców od morza.”. To połączenie agroturystyki z hotelowym standardem, sielanki z wygodą, nowoczesności z historią. Na pewno wrócimy tam nie raz i będziemy polecać (już polecamy!) wszystkim znajomym.

 

Czas inaczej leci na świeżym powietrzu. Jakby… wolniej. Zdążyliśmy przegadać dziesiątki tematów, obeżreć się najlepszych parowanych ziemniaczków i śledzi, zwiedzić Muzeum Śledzia (sic!), pospacerować po terenie Zagrody, przejechać się do pobliskiej Biedronki w Ustce (w końcu wino się samo nie zakupi), zrobić sobie selfie przy Morpolu, pobawić się z tutejszym psem, przed którym uciekają dwa najukochańsze koty, jakie w życiu spotkałam, a i tak minęły tylko 2 godziny. Mimo że przyjechaliśmy w piątek wieczorem, noc spędziliśmy na wybornej kolacji i ploteczkach, wstaliśmy późno i późno zjedliśmy śniadanie. Piękne, swojskie śniadanie, przyniesione nam na stół, pełne świeżych jaj i wiejskiego chleba, domowych konfitur i aromatycznych pomidorów. Żyć nie umierać.

Chociaż sama nie mam potrzeby zamieszkania kiedyś na wsi, w domu, bardzo doceniam swojski klimat. W którym nie muszę nic i nie chcę nawet ruszać komórki, mieć kontaktu ze światem zewnętrznym. Oprócz tego, co dzieje się tu, w tej chwili, w otoczeniu zieleni i świeżego powietrza, nie jest ważne nic. Żadnego FOMO (Fear of Missing out). Istnieje tylko JOMO (Joy of Missing out). Na myśl o powrocie do chaosu informacyjnego w niedzielę wieczorem, aż twarz wykrzywiała mi się w grymasie rozgoryczenia. Doszłam też do wniosku, że nawet nie zauważam, jak bardzo męczy mnie zazwyczaj internet, hałasy miasta i codziennie tłuczenie się w komunikacji miejskiej, dopóki nie zrobiłam sobie tej krótkiej przerwy.

Wtedy zrozumiałam, że zwyczajnie potrzebny mi jest czas spędzany na zewnątrz, wśród zwierząt i zieleni, dla wyłączenia głowy. Wystarczy od czasu do czasu wybrać się w takie miejsce na weekend, aby nabrać dystansu do świata social mediów, nie gonić za nowymi wiadomościami, nie patrzeć, co obce osoby zrobiły w ciągu ostatnich 24 godzin. Ważne jest dla mnie to, jak ja spędzam dzień i to z ludźmi, na których mi zależy i którym nie mogę na co dzień poświęcić tyle czasu i energii, ile bym chciała. Znajduję sobie wymówki, poświęcam godziny na “szukanie inspiracji”, co wydaje mi się dosyć egoistyczne, biorąc pod uwagę, że często gapię się po prostu na filmy w internecie. Pożeracz czasu to jedno, ale uświadomienie sobie tego i świadoma walka, to drugie. Czy w dzisiejszym świecie (jekież to oklepane hasło) jest to w ogóle możliwe? Czy jestesmy w stanie nie dać się wciągnąć w lawinę contentu, który tylko przeskakuje nam przed oczami? Być może – jeśli zlikwidujemy Fejsa, Insta i Twittera, skupimy się na książkach, ludziach i gazetach codziennych. Bo ile czasu poświęcamy na czytanie naprawdę wartościowych artykułów w Internecie, a ile z nich zapamiętujemy. Czy może łatwiej jest przeczytać krótki tekst, nie wnoszący zbyt wiele do naszego życia, ale dający trochę rozrywki i ciekawostek?

Więcej pytań niż odpowiedzi. A może to po prostu pytania retoryczne. Ale ważniejsze niż próby znalezienia usprawiedliwienia w odpowiedzi na powyższe pytania, jest postawienie sobie tego poniżej – jak często dbasz o to, aby naprawdę zrobić sobie przerwę od strumienia informacji i spędzić czas z bliskimi Ci ludźmi?

Komentarze: brak

Dołącz się: zostaw komentarz