Przytulna twierdza

AE6A9130

Mój dom jest moją ostoją spokoju. Ba, nie tylko moją. Dla niektórych znajomych, odwiedzających swoje rodziny w Trójmieście, pobyt u nas jest dużym odpoczynkiem. W ucieczce przed rodzinnymi kłótniami, męczącymi tradycjami i bolesnymi zobowiązaniami mają szansę na znalezienie schronienia właśnie u nas. W każdym razie tak mi powiedzieli. Ile jest w tym kłamstwa, tylko kosmos raczy wiedzieć.

Tak czy inaczej już kilka razy słyszałam od naszych gości, że jest u nas przytulnie i zawsze robiło mi się ciepło na sercu, gdy to mówili. Czy byli tylko przejazdem, czy na kilka dni, fakt, że czuli się u nas jak w domu, był dla mnie dużym komplementem. Fakt, robię wszystko, żeby w moim domu było jak najprzyjemniej, a goście czuli się swobodnie i spokojnie, jak u siebie w domu.

Są dni, w których potrzebuję chwili wytchnienia, dlatego wolę czuć się bezpiecznie i spokojnie, gdy wracam do domu. Trudno jest mi wyobrazić sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej, mimo że wiem, że nie będziemy mieszkać tu do końca życia. Ale bywają też dni, w których zagracone mieszkanie i nawarstwiający się bałagan doprowadza mnie do białej gorączki. W większości przypadków mogę być zła tylko na siebie, bo to ja jestem większą bałaganiarą. A zagracone mieszkanie to zagracony umysł. Nie umiem się odprężyć, widząc że obok mnie leży sterta ciuchów, których nie schowałam do szafy dzień wcześniej.

Wszystko, co jest “przytulne”, nieodłącznie kojarzy mi się z jesienią i zimą. Wiadomo, spędza się wtedy więcej czasu w domu, za oknem zimno, a wewnątrz można rozpłynąć się pod kocem. Nie znaczy to jednak, że i na wiosnę czy lato nie może być równie przyjemnie. Według mnie tych kilka rzeczy pomaga w utrzymaniu tego klimatu:

Świece

Palę je cały rok. Uważam, że to jeden z ważniejszych elementów przytulnego wystroju, ogień zawsze sprawia, że czuję się bezpiecznie. Nie bez powodu tak trudno oderwać od niego wzrok. W domu lubię mieć białe bezzapachowe świece różnych rozmiarów, które stoją w jednym miejscu i wyglądają bardzo elegancko. Jeśli chodzi o zapachowe, staram się używać tych sojowych, bo świat mi wmawia, że inne są toksyczne. Zimą idę w nuty ciepłe, waniliowe, słodkie, a latem – raczej w orzeźwiające, świeże i owocowe.

Koce, poduszki

Wpadłam w jakąś obsesję poduszkową. Do tego stopnia, że zaraz dostanę zakaz kupowania nowych poszewek. Na razie zastopowałam na różowych, są chyba najbardziej uniwersalne i dobrze łączą się z szarym kolorem. Poduszki pochodzą z Pepco, a koc z H&M Home.

Herbata

“Czarna? Biała? Zielona? Zielona zwykła? Zielona aromatyzowana? Owocowa? Czarna owocowa? Ziółka?”. Mam w kuchni chyba 20 różnych smaków herbat, dlatego jak goście mówią “Poproszę herbatę”, zaczynam moją litanię. Mój ojciec zawsze powtarzał, że nic tak nie gasi pragnienia, jak ciepła herbata. I miał rację. W końcu herbatkę marokańską pije się na ciepło, nawet w upał.

Kwiaty

Cięte czy w doniczkach – wprowadzenie tego elementu do pokoju nadaje mu życia i sprawia, że jestem bardziej szczęśliwa. Przestrzeń wydaje się być magicznie ożywiona, nawet jeśli cięte kwiaty usychają. Ich opadające płatki mogą być piękną ozdobą stołu przez kilka dni.

Muzyka

Jedną z moich fobii społecznych jest cisza przy stole. Nie dopuszczam do siebie myśli, że nasi goście mogli by się nie czuć chociaż trochę swobodnie, będąc w naszym domu. Dlatego zawsze coś leci w tle, aby cisza ich nie krępowała (szczególnie, gdy są w toalecie!). Uważam, że muzyka jest wybawieniem każdego dnia, a szczególnie pomocna jest “w gościach”.

A Ty jakie masz sposoby na utrzymanie pozytywnej i przytulnej atmosfery w domu?

Komentarze: brak

Dołącz się: zostaw komentarz