Krótka historia z zimowego dnia (+video)

still

Śnieg, śnieżyca, grad, śnieg z deszczem. I zimno, i pada, i zimno, i pada na to miejsce w środku Europy. Z prozaicznych rzeczy nic mnie tak nie dołuje, jak zima. Gdybym mogła, żyłabym tylko tam, gdzie mogę cały rok chodzić w koszulkach z krótkimi rękawami i zwiewnych sukienkach, które falują przy każdym podmuchu ciepłej bryzy.

Ale nie, ja mieszkam w Polsce, gdzie luty trwa jeszcze w marcu. I muszę z tym żyć, ba, muszę sobie z tym radzić, mimo mojej ogromnej niechęci do niskich temperatur. Zawsze powtarzam, że mi to się lato po prostu należy, bo ja nigdy nie narzekam, że jest mi za gorąco.

I muszę pedałować dalej, i przemęczyć się w śniegu, i iść na bieg, który pomaga mi oczyścić myśli i dopracować nowe pomysły, które gdzieś mi się głęboko między zwojami mózgowymi gnieździły. I spotkać się ze znajomymi, żeby trochę odetchnąć i popodglądać Marka, który się goli i namawia mnie, żebym mu pomogła, a ja krzyczę “Nie, nie, nie, bo przecież cię zatnę na amen i teraz już nigdy nie wyrzucę z głowy tej tragicznej wizji” i porozmyślać nad tym, że warto być dla siebie i innych po prostu miłym i dobrym.

I powtarzać sobie mantrę: jak nie masz nic miłego do powiedzenia, to nie mów po prostu nic.

Komentarze: brak

Dołącz się: zostaw komentarz