Urlop jesienią

Sb-7

Ha, urlop. Słowo, na które mam ochotę parsknąć śmiechem. Trochę z powodu rozżalenia, a trochę z rozbawienia, ponieważ sytuacje związane z planowaniem mojego urlopu były absurdalne.

Włochy

Wpierw – Włochy. Tak, pojedziemy do Toskanii, odwiedzimy Stinga (albo chociaż ucałuję ziemię, na której stawał), utuczymy się na lodach nakładanych szpatułką, pizzy, makaronach, bueno, bueno!

Przygotowania były długie – obliczenia, spotkania ze znajomymi Włoch, obmyślanie trasy, liczenie kilometrów…! Postanowiliśmy jechać samochodem. Niby głupi pomysł, ale też bez przesady – mamy sporo sprzętu fotograficznego do zabrania, a ja mam też wiele par butów. 

Oczami wyobraźni już widziałam wszystkie włoskie domostwa, w których zamieszkamy, przemieszczając się od miasteczka do miasteczka. Widziałam je też fizycznie, ponieważ wszystko sprawdziłam na Airbnb. Ale trzeba zmienić olej w samochodzie, a ja mam do zapłacenia podatki, więc akurat na zbyciu nie mamy min. 6 tys. zł, żeby wyjechać teraz do Włoch.

 

Dublin??

Od dawna chcieliśmy pojechać do Dublina. Marek spędził w Irlandii ładnych kilka lat, a ja uwielbiam Samuela Becketta, więc zwiedzić jego rodzinne miasto, kraj w którym żył, pooglądać jego zapiski – było dla mnie marzeniem. I najwyraźniej póki co tym marzeniem pozostanie, bo wydawałoby się, że bilety lotnicze są dosyć tanie, ale przecież nikt nie uprzedza, że w Ryanair należy dopłacić 100 zł za bagaż rejestrowany. A ja na pewno nie wrócę z pustą walizką, skoro tam tyle Primarków. Do tego noclegi, wycieczki do pubów, wizyta w browarze Guinessa… Może innym razem, Dublinie, może innym razem.

 

Polska też jest ok

Jakby na to nie patrzeć, Polska też jest droga. Spędzenie wakacji nad morzem nie bardzo wchodzi w rachubę (tym bardziej, że nasze wakacje są w październiku), w góry mnie nie ciągnie, nad jeziorem byliśmy rok temu… Pozostają równiny. Warmia, Lubelszczyzna, Mazowsze… Road trip w wydaniu polskim.

 

Wnioski

Cała ta historia z naszym urlopem wielce mnie bawi. Zresztą nic innego niż śmiech mi nie pozostaje. W podejmowaniu decyzji jestem bardziej spontaniczna niż Marek, on zdecydowanie bardziej woli mieć wszystko obmyślane, obliczone, czuć się pewnie. Tak czy inaczej dobijający jest fakt, że w tym kraju zarabiamy średnio, a musimy płacić po europejsku. Wyjazd za granicę na wakacje najwyraźniej graniczny dla nas z cudem, jeśli chcemy odkładać pieniądze na przyszłość – czy to na cele prywatne, czy na emeryturę, czy na założenie własnego biznesu. Wiem jednak, że nie jestem w tym sama. Wielu moich znajomych musi przechodzić przez katorgi wymyślania swojego urlopu, zakończone kompromitującą i przytłaczającą porażką. Ty też?

 

Komentarze: 1 komentarz

  1. Iza 01/09/2017 Odpowiedz

    Nie porzucajcie włoskiego marzenia! Może wystarczy je trochę zrewidować? Może jednak mniej par butów i tani lot? Może mniej wyszukane toskańskie domostwa? Może nie tydzień, a 5 dni? My wydaliśmy jakieś 6000 na tygodniowy urlop we Włoszech dla nas i 5-letniego dziecka, razem z lotem w dwie strony i wynajętym na całość samochodem. Nie szaleliśmy, ale też jakoś super mocno nie oszczędzaliśmy (przy dziecku na te oszczędności trochę inaczej się patrzy). Zawsze służymy radą, bo ten kraj (jego północna/środkowa część) nas oczarował.... W tym roku wybieramy się także samochodem w inne rejony, więc planowanie takiej opcji wyjazdu przed nami :)

Dołącz się: zostaw komentarz