Brave enough – o wolności słowa i street harassment

pt-2

Odważ się spróbować. Począwszy od mody. Tak jak ja – ta koszulka jest dla niektórych odważna, dla niektórych wyzywająca. Dla mnie jest śmieszna. Jest inna, ciekawa i wzbudza zainteresowanie. Jak gdyby ludzie nie widzieli nigdy dwóch kresek i dwóch kropek. Ale jednak może być trudna do noszenia. Odważyłam się ją kupić i założyć, bo rzadko kiedy zastanawiam się, czy ktoś powie coś negatywnego na temat ciuchów, które noszę. A ja lubię mieć na sobie coś dziwnego, kosmicznego. Wiem, że niewiele osób coś podobnego założy, więc dlaczego by nie? 

A nawet taki mały krok pozwala mi być bardziej pewną siebie, dostrzec cechy, o których nie miałam pojęcia, czuć się lepiej we własnej skórze. Pcham sama siebie, żeby wyjść poza strefę komfortu i nie ubierać się tylko w to, w to czym czuję się bezpiecznie. Moda jest dla mnie wyrazem wielu rzeczy – charakteru, nastroju, temperamentu… Czasem przełamuję zły nastrój kolorowymi ciuchami, dzięki czemu mogę się poczuć lepiej, poprawić sobie humor. Na przekór sobie. I innym.

Ta koszulka rozpoczęła ciekawą rozmowę pomiędzy mną a bliskimi (którym bardzo się podobała!). Oczywiście t-shirt przykuwa wzrok, wywołuje uśmiech lub wręcz głupie uśmieszki. Ktoś powiedział do mnie: “Ale nie możesz być zła i zdziwiona, że ktoś skomentuje albo powie głupi tekst do ciebie”. Trochę się na to oburzyłam i stwierdziłam “Właśnie, że tak! Będę się wkurzać!”. “Ale co z wolnością słowa?” – spytała tamta osoba.

I wtedy zaczęłam się zastanawiać – no właśnie, co z wolnością słowa? Gdzieś w głębi duszy czułam, że gdyby ktoś skomentował na głos moją koszulkę, byłabym oburzona, urażona, nie uważam, że ktoś miałby do tego prawo.

Rozmowa skłoniła mnie do zrobienia małych poszukiwań w necie – gdzie kończy się wolność słowa, a zaczyna się słowne napastowanie? Wyjaśnię w najprostszy sposób – wolność słowa jest zasadą obowiązującą w prawie, pomiędzy obywatelem a państwem, a nie pomiędzy dwojgiem ludzi. Dodatkowo wolność słowa obowiązuje wtedy, gdy obie strony chcą być zaangażowane w rozmowę. Wielu ludzi lubi więc naciągać definicję wolności słowa, gdy obrażają innych i hejtują w internecie. Mają według nich podpórkę do wylewania własnej żółci i smutku, który w nich siedzi. Człowiek nie ma żadnego prawa do obrażania drugiego człowieka, do komentowania jego ubioru, do wyrażania jakichkolwiek opinii na temat czyjegoś wyglądu, jeśli nie jest o to proszony.

Morał jest taki, że warto poszukiwać prawdy, podpierać się faktami. Szczególnie, gdy podskórnie czujemy, że coś jest nie tak.

Komentarze: brak

Dołącz się: zostaw komentarz