Historia pewnych kanapek

morze-15

Być może kanapka nie jest dla ludzi niczym szczególnym. Ale ja czasami czuję się jak Joey z “Przyjaciół”, którego ulubionym posiłkiem zawsze było: “sandwiches”. Gdybym się nie czuła źle po jedzeniu przez cały dzień kanapek (bez innego ciepłego posiłku), to mogłabym żyć tylko i wyłącznie na nich.

 

Kanapki dobrze mi się kojarzą. W moim domu zawsze jadało się ich dużo – najlepiej smakowały na głodzie po basenie lub na plaży, robione przez dziadka. Ponoć jak moja mama i jej bracia byli młodsi, cała rodzina zasiadała wspólnie do robienia kanapek, każdy z nich miał swoją rolę – jedna osoba smarowała masłem, druga nakładała jeden składnik, inna kolejny itd. – produkcja pełną parą! A gdy już zrobili ich kilkadziesiąt, robili wyścigi i na “raz, dwa, trzy!” ścigali się, kto zje ich więcej.

ROZNE-7

Moja mama jest królową kanapek – nauczyła mnie robić malutkie, kolorowe, powstające z niczego i wszystkiego. Sekretem jest dzielenie kawałka chleba na pół i nakładanie po jednym (lub połówce!) plasterka wszystkiego, co jest w lodówce i nadaje się na kanapkę. Dlatego na moich kanapkach znajduje się wszystko – serek zamiast masła, sałata, ogórek, pomidor, ser, wędlina, szczypiorek, cebula, drugi ser, jajko… wszystko to zakończone kropelką ketchupu lub majonezu i ziołami. Z doświadczenia wiem, że takich kanapek można zjeść dwa razy więcej niż zwykłych i smakują też dwa razy lepiej. A że nie można ich włożyć do ust, bo są takie wysokie? No cóż. Jedz i płacz.

morze-14

Komentarze: 1 komentarz

  1. Haniako 29/08/2016 Odpowiedz

    Kanapki, niby takie zwyczajne, ale można je zrobić tak, że smakują nieziemsko! A jeszcze przygotowane dla kogoś bliskiego, albo przez kogoś bliskiego mają magiczną moc :)

Dołącz się: zostaw komentarz