My hair story

dodo-sama-10

Zacznę jak Paulo Coelho – każdy z nas ma swoją historię. Ale mało zastanawiamy się nad historią swoich włosów, która może być wbrew pozorom fascynująca. Dzisiejszy tekst powstał pod wpływem książki “Me, My Hair, and I” Elizabeth Benedict, która opisuje nasz stosunek do własnych włosów. Często stają się one naszą obsesją, wydaje się, że w szczególności kobiet. Nie lubimy, gdy ktoś je dotyka, lub wprost przeciwnie – głaskanie po głowie może być dla nas najlepszą formą odprężenia. Ale rzadko kiedy jesteśmy z nich całkowicie zadowolone – za grube, za cienkie, za ciężkie, za proste, zbyt lokowane, zniszczone, za jasne, za ciemne… lista jest długa, w nieskończoność, każda z nas ma coś swojego.

 

Historia moich włosów nie jest bardzo skomplikowana. Proste, cienkie, nie układają się dobrze, nie trzymają loków. Gdy byłam mała, zazwyczaj były ścinane do ucha, często z grzywką. Na zdjęciu paszportowym w wieku 5 lat mam kitka zrobionego z moich cienkich kosmyków, zawiniętego w wielką welurową czerwoną gumkę, wielkości połowy mojej głowy, z której wystawała cienka palemka włosków. Podczas kontroli granicznej sprawdzający dokumenty często zatrzymywali się nade mną dłużej. W wieku 7 (?) lat moja koleżanka ścięła się na chłopaka, więc zrobiłam to samo, czułam się świetnie, dopóki pani w delikatesach nie powiedziała do mnie “Chłopczyku, przesuń się”. W wieku 9 lat poszłam z ciocią do salonu fryzjerskiego i udało mi się zrobić dwa platynowo blond pasemka z przodu głowy, trochę dalej niż grzywka. Żyłam z nimi całe dwa dni. Moja mama przeraziła się reakcji nauczycielki, która stwierdziła zapewne, że jest złą matką, pozwalając mi na to (co jest absurdalne) i obcięła je nożyczkami zaraz przy głowie. Odrastanie nie było przyjemne. W wieku 13 lat pofarbowałam je na granatowoczarno, byłam wtedy w fazie bycia “metalem”. Dzień po studniówce ścięłam je z długości za ramiona do długości przed ucho. Czułam się fantastycznie! W wieku 24 lat większość włosów mi wypadła i bardzo się przerzedziła. Miał na to wpływ codzienny, bardzo silny, 8-godzinny stres (przez cały rok). Moje włosy już nigdy nie powróciły do wcześniejszej kondycji, chociaż jest z nimi dużo lepiej. W wieku 26 lat poprosiłam fryzjerkę o grzywkę a la Zooey Deschanel, dostałam grzywkę a la Czarodziejka z Księżyca.

dodo sama-11

Piszę o tym wszystkim, ponieważ obrazuje to, jak mocno można być związanym ze swoimi włosami. Każda z fryzur kryje za sobą jakąś historię i przywołuje mnóstwo uczuć, które są z nią związane. Ja do teraz czuję te same emocje, które miałam wtedy, gdy moja mama zbliżała się do moich pasemek z nożyczkami. Do teraz nie mogę wybaczyć sobie, że nie uciekłam z tamtej stresującej pracy szybciej, bo tak mocno wpłynęła na moje zdrowie psychiczne i fizyczne. Pamiętam, jak bardzo chciałam pofarbować włosy na czarno, żeby przynależeć do tamtej subkultury, jakby miało to jakikolwiek wpływ na rodzaj muzyki, której słucham. Fascynujące jest to, jak wystarczy czasem zmienić fryzurę, by zmieniło się podejście do świata, a nawet charakter. Zmiana włosów jest często wyznaczeniem pewnej granicy w naszym życiu, zaakcentowaniem przemian, przez które wewnętrznie przechodzimy.

A Wy macie swoje historie włosowe?

dodo sama-9

Komentarze: 1 komentarz

  1. Pingback: Wypadanie włosów | Jedna Z Drugą

    […] problemy z wypadaniem włosów opisałam już trochę TUTAJ. Ale odkąd noszę krótkie włosy, znacznie poprawiła się ich kondycja. Wpływ na to na pewno […]

    Odpowiedz

Dołącz się: zostaw komentarz