Marlene Dietrich i moda męska

marlene-3

Marlene-5

Moja obsesja na punkcie Marleny Dietrich rozpoczęła się, gdy miałam chyba 13 lat. Przeglądałam stary „Świat Wiedzy” (czy ktokolwiek go jeszcze pamięta?!) i natknęłam się w nim na jej przepiękne zdjęcie, które mnie całkowicie zauroczyło. Tak bardzo, że skopiowałam tę fotografię, przerysowując ją koślawo na kartkę i z tego rysunku stworzyłam okładkę zeszytu. I lawina ruszyła.

Zaczęłam oglądać filmy z Marleną w roli głównej, szukać jej zdjęć, czytać jej biografie (i jedną autobiografię!), jedne gorsze, drugie lepsze. Im więcej się o niej dowiadywałam, tym bardziej mnie intrygowała. I intryguje aż do teraz.

Marlene-6

A co dokładnie aż tak mi się w niej podoba? Jej… marlenowatość. Pełna sprzeczności, jedyna w swoim rodzaju. Była niesamowicie silną kobietą, niezwykle niezależną jak na lata, w których żyła. Miała męża, którego zdradzała, o czym on wiedział i mówili o tym wprost, mimo to nigdy nie wzięli rozwodu. Każdy mężczyzna, którego poznawała, kochał ją na zabój, co ona wykorzystywała. Tak naprawdę skakała z kwiatka na kwiatek, od mężczyzny do kobiety. Ale to ona była najważniejsza – a dokładniej ona i jej córka. Z córką co prawda miała naprawdę toksyczną relację, ale Marlene potrafiła się dla niej poświęcić. Uwielbiała gotować i sprzątać, umiała śpiewać, miała piękny, niski głos i była świetną aktorką. Ale przede wszystkim miała wielkie serce, była filantropką, jeździła do żołnierzy amerykańskich, aby zapewnić im muzyczną rozrywkę.

Marlene-1

Jej styl nie pozostawiał złudzeń – niezależność i siłę można było zobaczyć poprzez częste noszenie spodni (tym samym zakrywała najdłuższe nogi na świecie. Ach, te nogi!), krawatów, kapeluszy, garniturów i marynarek. Spojrzenie na nią to jak zobaczenie bazyliszka – przepiękna, nie można oderwać od niej wzroku, ale jej urokiem można się było upić.

Komentarze: brak

Dołącz się: zostaw komentarz